3 listopada 2020, Monika Błendowska

Czy jestem za wszystko odpowiedzialna?

Klika słów na temat (nad)odpowiedzialności współczesnych Rodziców,
a towarzyszącej Matkom niepewności

Obraz Sasin Tipchai z Pixabay

Moje ostatnie rozmowy z Klientkami zainspirowały mnie do przyjrzenia się tematowi (nad)odpowiedzialności Rodziców, szczególnie Matek (w mojej praktyce to właśnie Kobiety wskazują na przeciążenie w tej roli). Jakie koszty ponosimy (my – Rodzice) wraz z przyjęciem założenia o naszej (nad)odpowiedzialności za rozwój i wychowanie naszych dzieci?

Zapraszam Cię do spojrzenia na tę kwestię z pewnego dystansu, osadzenia swojego rodzicielskiego doświadczenia w innym świetle oraz „zrzucenia” z siebie nadmiernego bagażu. Zachęcam Cię – zamiast oceny siebie i poczucia niepewności – do zwrócenia uwagi na kontekst kulturowo-społeczny wychowania dziecka i wynikające z niego rosnące wymagania i nakłady. Swoiste przesunięcie dźwigni!

Szerszą perspektywę na temat (nad)odpowiedzialności Rodziców proponuje popularna, niemiecka socjolożka Elizabeth Beck-Gernsheim (2013). Ujęcie socjologiczne pozwala spojrzeć głębiej i nabrać dystansu do presji i wymagań społecznych w tej kwestii. Indywidualizacja stylu życia, podarowana nam w prezencie przez współczesną rzeczywistość, nakłada na Rodziców wymóg odpowiedzialności oraz wskazuje na szeroki i niekwestionowany zakres ich obowiązków i zadań. Do czego są zobligowani przyszli Rodzice? Wymagania zaczynają się już kilka miesięcy przed poczęciem, w okresie „przed ciążą” i dotyczą głównie Matek. Zdaniem autorki, już w okresie „przed ciążą”, na Kobietę nakłada się szereg obciążeń i powinności – w obraz idealnej, przyszłej Mamy wpisuje się podjęcie świadomej decyzji o posiadaniu potomstwa. Po długim okresie decyzyjnym jest ona zobowiązana do wdrażania profilaktyki przedciążowej, w postaci licznych badań ogólnego stanu zdrowia, właściwego odżywianie się, unikania używek i stresu. Zaleca się nawet kompleksową zmianę stylu życia i całkowite dopasowanie do rozwijającego się dziecka (Tamże, 2013, s. 132).

 

Jaki komunikat słyszą przyszli Rodzice?

 

Niedostateczna uwaga w okresie przed ciążą może spowodować nieodwracalne szkody.

W trakcie oczekiwania na „radosne wydarzenie” i zaraz po nim Rodzice stają się uwikłani w sieć tez i teorii (Grass, za: Beck-Gernsheim, 2013, s. 131). Z jednej strony otwierają się nowe możliwości reagowania i rozwiązywania pojawiających się problemów, z drugiej to nowe obowiązki i obciążenia dotyczące działania. Postęp medycyny, psychologii i pedagogiki już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX w. akcentował wagę pierwszych lat życia dziecka dlajego rozwoju. Przyjęcie tych uwarunkowań oznacza:

„w coraz mniejszym stopniu można zaakceptować dziecko takim, jakie ono jest, z jego fizyczną i umysłową swoistością, a może nawet brakami. Staje się ono natomiast celem różnorodnych wysiłków. Wszystkie braki mają być w miarę możliwości skorygowane (byle żadnego zeza, jąkania się, moczenia), możliwie cały potencjał ma być rozwijany (koniunktura na lekcje gry na fortepianie, letnie kursy językowe, tenis w lecie i kurs narciarski w zimie)” (Beck- Gernsheim, 2013, s. 150).

 

Zakres odpowiedzialności współczesnych Rodziców

 

Obraz Andreas Wohlfahrt z Pixabay

Rodzice zostają wplątani w rosnące wymagania i nakłady, stają się odpowiedzialni za zapewnienie dziecku „optymalnego wsparcia”. Jak to się przekłada na codzienną rzeczywistość? To, co do tej pory mogło być uznane za przestrzeń do pielęgnowania spontanicznej relacji, służy teraz wyższemu celowi. Czynności dnia codziennego takie jak kąpiel z dzieckiem, zabawa, spacer mają stymulować kreatywność, stanowić impuls dla rozwoju już od najwcześniejszych chwil życia dziecka. Mówi się nawet o „inscenizowaniu dzieciństwa”, zaś powstające, nowe czynności sprowadza się do hasła: „matka jako wolontariuszka do dziecka” (Tamże, s. 153).

Rodzice opuszczają zatem „stan pierwotny” – mieszankę natury, tradycji i niewielkich przestrzeni działania (Tamże, s. 138). Dlaczego? Z prostej przyczyny – z miłości do dziecka. Czego nie zrobią Rodzice, szczególnie matka – wykonawczyni całej pracy przygotowawczej i wykończeniowej związanej z optymalizacją rozwoju dziecka – z miłości do potomka? Brak działania, niewykorzystane możliwości stają się dla Rodziców bolesne w skutkach – podważają bowiem ich miłość do dziecka. Co więcej, nie wystarczy działać, liczy się jakość wykonania. Przyjęta „zasada odpowiedzialności” nie dopuszcza bowiem pomyłek czy korekt. Każdy błąd jest uznawany za nieodwracalny w skutkach dla życiowych szans dziecka. Nawet najmniejsza sugestia, że dziecko może nie zrealizować pełnego potencjału, rodzi ból. Matka, w imię miłości, gotowa jest zatem nieustannie ulepszać swoje działania. Odmowa pracy na rzecz wspomagania i wychowania dziecka niesie ze sobą osobisty ból w postaci podważenia jej miłości do dziecka i przypięcia etykiety „pozbawionej serca”, czy „wyrodnej” Matki (Tamże, s. 139).

Nasza zwiększona wrażliwość na dziecko – szczególnie w pierwszych latach jego życia – prowadzi do całkowitego pochłonięcie, przynajmniej jednego z Rodziców, sprawami dziecka (Tamże, s. 157). Wyniki badań empirycznych i doświadczenia terapii rodzinnej (Lempp, Richter, za: Beck-Gernsheim, s. 161) wskazują na ogromne koszty wszechstronnie zaangażowanych Rodziców. Co się dzieje, kiedy nakazowi „optymalnego wsparcia” towarzyszą wysokie wymagania? Jak wiemy nasze zasoby: psychologiczne, materialne, energetyczne i czasowe są ograniczone. Zaspokojenie tak wyśrubowanych oczekiwań łączy się z koniecznością odsunięcia na bok swoich potrzeb, praw i interesów. W sytuacji, kiedy dorośli, głównie matki, nieustannie z czegoś rezygnują na korzyść dziecka, dochodzi do tłumienia własnych potrzeb. Ukryte potrzeby torują drogę w zakamuflowanych formach, mogą powrócić jako stłumiona „uraza przeciwko partnerowi i dziecku. Wtedy łatwo o projekcję swoich wygórowanych oczekiwań na dziecko i przemianę wsparcia w przesadne wymaganie” (Tamże).

Jak wskazują badania pod tytułem Socjalizacja wczesnodziecięca wysoką cenę wszechstronnej opieki i troski rodzicielskiej płacą także dzieci:

„skoncentrowanie rodziców na dziecku (…) stwarza permanentną presję wymagań wobec dziecka (…)” (Schütze, tamże, s. 161). „O ile wcześniej było się winnym swoim rodzicom przede wszystkim szacunek i posłuszeństwo, o tyle dziś często wymaga się miłości, a dziecko wielokrotnie pełni funkcję emocjonalnego wsparcia dla swoich rodziców. Dziecko ze swoją otwartą przyszłością konfrontuje rodziców z historią ich życia, z zawartymi w niej ambicjami, lękami i tęsknotami – włącznie ze starymi marzeniami o sukcesie, powodzeniu i karierze” (Beck-Gernsheim, s. 161).

Jak zatem nowe wymagania, oczekiwania wobec dzieci urzeczywistniają się w rodzinnej codzienności? Tę rzeczywistość można zilustrować następującym opisem:

„Dziecko ciągle ma coś zostawić albo coś zrobić, coś innego uważać, coś innego chcieć, niż to, co robi, uważa i chce; ciągle ciągnie się je w jakimś innym kierunku niż ten, który wskazuje mu jego własny instynkt. A wszystko to z czystej czułości, z uwagi, z gorliwości kierowania, doradzania, pomagania, z chęci, aby ów materiał, jakim jest mały człowiek, tak przypasować i wypolerować, żeby powstał z niego doskonały egzemplarz z modelowej serii wzorowych dzieci” (Key, za: tamże, s. 160).

Podsumowując, dziecko – w myśl tych założeń i działań – staje się istota zależną, wymagającą specjalnego nadzoru rodziców, nieustannego kontrolowania poszczególnych etapów rozwoju i deficytów. To osoby dorosłe definiują jego potrzeby fizyczne i psychiczne, zarządzają nim (Tamże). Pozostaje pytanie: Czy zatem z dzieciństwa nie robi się programu?

 

Konsekwencje bycia „perfekcyjną matką”. Kilka słów z praktyki

 

Poszerzanie odpowiedzialności rodzicielskiej sprawia, że ciąży, narodzinom oraz wychowaniu towarzyszy silny efekt emocjonalny. Postawy i praktyki zorientowane na dziecko wymuszają na Rodzicach nieustanne zaangażowanie, zwłaszcza Matek, które w związku z przyjęciem wymogu odpowiedzialności ponoszą znaczne koszty emocjonalne (wniosek z własnej praktyki pokrywa się z wnioskami z badań). Rosnące wymagania wobec Matek i jej nakładów stanowią źródło cierpienia dla kobiet, które wspieram w rozwoju. Frustracja, napięcie, poczucie winy, wyrzuty sumienia, czy niepewność dotycząca ilości i jakości włożonego wysiłku, to tylko niektóre z szerokiego spectrum odczuwanych emocji – prawdziwy „rollercoaster uczuć” (Tamże, s. 145). Pojawiają się między innymi takie wątpliwości:

Czy rzeczywiście robię wystarczająco dużo dla swoich dzieci?
Czy – gdybym uruchomiła odpowiednie działania, w odpowiednim czasie to moje dziecko byłoby…?
Jestem odpowiedzialna za to, że moje dziecko jest…?
Nie nauczyłam jej/ jego…?

Okazuje się, że przekaz bycia idealną matką utożsamiamy ze sobą – powinnam wiedzieć, przewidzieć, być wyczulona, coś zrobić, czegoś nie zrobić. Paradoks matczynej (nad)odpowiedzialności sprawia, że – tak jak zostało to zobrazowane powyżej – zaczynamy wierzyć w swoją „wszechmoc”.

Zapraszam Cię – zamiast oceny i poczucia niepewności – do zwrócenia uwagi na kontekst kulturowo-społeczny wychowania dziecka i wynikające z niego rosnące wymagania i nakłady wobec Rodziców. Proponuję Ci zdystansowanie się do społecznie narzuconych standardów i w kontekście bycia idealnym Rodzicem do zastanowienia się:

Jaką regułę przyjmuję wychowując dziecko/dzieci? Co steruje moim zachowaniem? Jakie wymagania, oczekiwania kieruję pod adresem dziecka/dzieci? W co „matka natura” genetycznie wyposażyła nasze dziecko? Jakie ono jest? Jaką przestrzeń do naturalnego rozwoju mu zapewniam? W jakich sytuacjach odczuwam napięcie? Z czym ono jest związane? W jakim stopniu realizuję swoje potrzeby? Co z wiedzą wynikającą z mojego doświadczenia bycia matką? Co z opinią ojca dziecka, męża? Za co mogę sobie podziękować? Za co mogę podziękować naszemu dziecku?

I przewrotnie, co by się stało, gdybyś spojrzała na swoje macierzyństwo życzliwym okiem i zastanowiła się nad słowami:

Jestem dość dobrą mamą. Nie wszystko ode mnie zależy. Nie muszę być perfekcyjna. Działam, dbam, angażuję się, ale rezygnuję z poddawania się presji szaleństwa wychowawczego.I doceniam to, jaką mamą jestem.

Czy takie spojrzenie wniosłoby trochę ulgi, przestrzeni dla Ciebie w Twoich codziennych staraniach rodzicielskich?

Dbaj o siebie, a ja będę Cię wspierała w Twoim rozwoju!
Monika Błendowska

 

PS Z własnego podwórka. Dzielę się z Tobą przyjętym przez mnie założeniem w relacji z dzieckiem: Synu – przyjmuję Cię ze wszystkim, co wnosisz w nasze życie i tym, co miłe, przyjemne, a także trudne i wymagające. Otrzymasz od mnie wsparcie. Jeśli po drodze popełnię błąd – wybacz, nie jestem idealna! Kocham Cię.

Bibliografia: Beck-Gernsheim E., Wszystko z miłości do dziecka, w: U. Beck, E. Beck-Gernsheim, Całkiem zwyczajny chaos miłości, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2013, s. 120–164.
Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj:
Schwartz R. C., To na siebie od zawsze czekasz. Magiczna Kuchnia relacji i miłości pełnej odwagi, Wydawnictwo: „Porozumiewajmy się”, Poznań 2019.
Stahl S.. Jak myśleć o sobie dobrze? Wydawnictwo: „Otwarte”, Kraków 2020.


Szukasz coacha? Skontaktuj się
ze mną

Jeśli chcesz umówić się na sesję coachingową, team coaching lub wziąć udział w warsztatach, skontaktuj się ze mną bezpośrednio przez skype, telefon lub e-mail.

Dane kontaktowe

+48 694 158 534
mblendowska@mbcoaching.pl

Proszę o podanie miejscowości zamieszkania oraz tematu - w celu dostosowania odpowiedniej formy spotkania.

Administratorem danych osobowych zbieranych za pośrednictwem strony internetowej jest właściciel strony (Monika Błendowska). Dane są lub mogą być przetwarzane w celach oraz na podstawach wskazanych szczegółowo w polityce prywatności (np. realizacja umowy, marketing bezpośredni). Polityka prywatności zawiera pełną informację na temat przetwarzania danych przez administratora wraz z prawami przysługującymi osobie, której dane dotyczą. Szybki kontakt z administratorem: mblendowska@mbcoaching.pl